Siatkówka - ME kobiet - M. Stysiak po awansie do półfinału

fot. twitter/polskasiatkowka

Polskie siatkarki pokonały w Łodzi Niemki 3:2 (22:25, 25:16, 25:19, 17:25, 15:11) w ćwierćfinale mistrzostw Europy. "Biało-Czerwone" awansowały do czołowej czwórki turnieju, która o medale rywalizować będzie w Ankarze. Do zwycięstwa Polki poprowadziła Magdalena Stysiak. 18-letnia atakująca zdobyła 22 punkty i zaserwowała 5 asów. 

"Można powiedzieć, że to spotkanie o marzenia" - mówi młoda zawodniczka, która od która od przyszłego sezonu będzie reprezentowała barwy włoskiego Savino Del Bene Scandicci. "Zagrałyśmy kawał dobrej siatkówki. Chciałyśmy wygrywać już od pierwszego punktu. Wiedziałyśmy, że Niemki zagrają dobrze. Zdawałyśmy sobie sprawę, że zwycięstwo nie przyjdzie nam łatwo. Przegrany czwarty set mógł nas nieco zdołować, jednak gdy wyszłyśmy na tie-breaka, nikt nie mógł nas zatrzymać i pędziłyśmy jak wiatr".

Dla 18-letniej Stysiak to pierwszy sezon reprezentacyjny w karierze. W jaki sposób młoda siatkarka radzi sobie z presją w meczach o tak ogromną stawkę?

"Powiem szczerze, że nie mam pojęcia jak się to robi. Do tej pory ciężko mi jest uwierzyć w to, czego dokonałyśmy drużynowo. Może tego nie było widać, ale strasznie mi się trzęsły w tie-breaku. Powiedziałam sobie: <> - i tak też było. Idąc na zagrywkę, mówiłam - trafię lub nie. Takie myśli krążyły w mojej głowie - były dobre, lecz mimo tego, że nie było widać emocji, nogi miałam jak <>" - mówi atakująca i kontynuuje: "Można zepsuć jedną akcję, ale w drugiej pokazuje się swoją siłę i to cieszy".

Kilkanaście lat temu w podobnej sytuacji była Anna Miros, znana lepiej pod panieńskim nazwiskiem Podolec. W 2003 roku w wieku niecałych 18 lat jako najmłodsza zawodniczka drużyny trenera Andrzeja Niemczyka świętowała mistrzostwo Europy. W odróżnieniu od Stysiak nie była jednak członkinią podstawowego składu.

"Na pewno nie odpuścimy tych medali. Pokazałyśmy się na tyle dobrze, że każdy przeciwnik się nas boi. Odczuwa presję, nie jest tak jak kiedyś, że jesteśmy zespołem <>. To na pewno świetne uczucie. Jeszcze bardziej dodało nam skrzydeł zwycięstwo w fazie grupowej z Włoszkami - wicemistrzyniami świata. Tak więc z legend do pokonania została nam Turcja" - przyznaje z uśmiechem atakująca.

Podopieczne trenera Jacka Nawrockiego w meczu o finał zmierzą się w sobotę o 18.30 z Turczynkami, które wygrały z Holenderkami 3:0 (25:20, 25:22, 25:20). W drugiej parze półfinałowej Serbki zmierzą się z Włoszkami (16.00). Czy w przypadku ponownego meczu z drużyną Italii Polki są w stanie je pokonać?

"Oczywiście, że tak" - uważa Stysiak. "Na pewno będzie to złość, ale tylko w wymiarze boiskowym. Pokazanie swojej najlepszej siatkówki, determinacja, odwaga - to nas może ponieść bardzo daleko".

18-latka opowiada o szczególnym wsparciu swoich bliskich.

"Moja rodzina jest na każdym meczu w Łodzi. Czasami nie mogli jeździć na spotkania w dalej położonych miastach jak np. Wrocław. Ich obecność jest dla mnie ogromną podporą. Zdaję sobie sprawę, że po moim wyjeździe do Włoch nie zawsze będą mogli mi towarzyszyć. Wykorzystują okazję, dopóki jeszcze gram w Polsce. Jestem im za to niezwykle wdzięczna".

Menedżerem Stysiak jest Włoch Roberto Mogentale - mąż byłej znakomitej siatkarki Małgorzaty Glinki. Jak młoda atakująca odbiera porównania do dwukrotnej mistrzyni Europy?

"Zdaję sobie z tego sprawę. Jest to moja idolka, więc gdzieś tam staram się podążać jej śladami. Nie lubię jednak takich porównań. Staram się samodzielnie stawiać kroki, dbać o własną grę i wykreować swoją ścieżkę. Sporo osób porównuje mnie do pani Małgosi, ale jeszcze brakuje mi do niej bardzo dużo" - podkreśla Stysiak, która dodaje: "Dwa złote medale mistrzostw Europy, które pani Małgosia ma w dorobku, to moje marzenie".

Oba spotkania półfinałowe zostaną rozegrane w sobotę. Finał oraz mecz o 3. miejsce zaplanowano na niedzielę.

/iar/mm/