MKS Dąbrowa Górnicza o krok od niespodzianki w Lublinie

fot.mksdabrowa.pl

Koszykarze MKS Dąbrowa Górnicza byli o krok od sensacyjnego rozstrzygnięcia w Lublinie. Jednak Kamil Łączyński trafił na dwie sekundy przed końcem i dał zwycięstwo Pszczółce Startowi 76:74.

Pierwszą kwartę pewnie wygrali gospodarze. W drugiej obudzili się koszykarze z Dąbrowy Górniczej, ale lublinianie nadal trzymali ich na dystans. Przełomowa okazała się trzecia odsłona meczu gdy to dąbrowianie zaczęli trafiać i przede wszystkim skutecznie grali też w obronie. Tę kwartę goście wygrali aż 20. punktami i zapachniało dużą niespodzianką. Jeszcze na 9. minut przed końcem przyjezdni prowadzili 57:45, ale wtedy gospodarze zanotowali dziesięciopunktowy serial i wrócili do gry. MKS nie zamierzał odpuszczać. Trójka Elijaha Wilsona na 3 minuty przed końcem pozwoliła im zostać w grze. W tym momencie goście prowadzili 70:65. Wtedy jednak uaktywnili się liderzy Startu. Martin Laksa i Kamil Łączyński zaczęli trafiać jak na zawołanie, a ten drugi na dwie sekundy przed końcem rzucił z pięciu metrów, czym dał zwycięstwo gospodarzom. Mimo 24. strat i kiepskiej skuteczności zza łuku, lublinianie zdobyli komplet punktów, choć koszykarze z Dąbrowy Górniczej byli blisko niespodzianki.

Pszczółka Start Lublin - MKS Dąbrowa Górnicza 76:74 (17:8, 17:16, 11:31, 31:19)

Start: Kamil Łączyński 16, Martins Laksa 15, Josh Sharma 10, Kacper Borowski 8, Mateusz Dziemba 8, Adam Kemp 5, Sherron Dorsey-Walker 4, Roman Szymański 4, Damian Jeszke 4, Lester Medford 2, Armani Moore 0.

MKS: Sacha Killeya-Jones 23, Andy Mazurczak 14, Lee Moore 12, Elijah Wilson 10, Michał Nowakowski 7, Vytenis Cizauskas 6, Marek Piechowicz 2, Jakub Motylewski 0, Ivan Karacić 0, Mikołaj Ratajczak 0, Michał Korczak 0.

Autor: Piotr Muszalski/pm/