Izrael lepszy od Polski. Koszykarze o awans do EuroBasketu muszą jeszcze powalczyć

fot.Wojciech Figurski/400mm.pl/pzkosz.pl

Dobra dyspozycja Mateusza Ponitki i Michała Sokołowskiego nie wystarczyła do rewanżu za porażkę w Gliwicach. Izrael wygrał z Polską po raz drugi w tych eliminacjach i awansował na EuroBasket. My musimy na to jeszcze poczekać.

Był to mecz nr 100 w którym Mike Taylor pełnił rolę trenera reprezentacji Polski. Opiekun kadry mógł się cieszyć z ostatniej gładkiej wygranej z Rumunami  i powrotu do składu Mateusza Ponitki. Na przeciw Biało - Czerwonym stanęła drużyna, która jeszcze kilka dni temu ograła mistrzów świata, Hiszpanów. Polacy weszli w ten mecz bez kompleksów. Dobrze w spotkanie wszedł Sokołowski, dzięki któremu Polacy w pierwszych minutach prowadzili. Jednak oba zespoły popełniały wiele błędów, panowała nerwowość w akcjach pod każdym z koszów, dlatego straty z obu stron była na porządku dziennym. Ale mimo tej nerwówki Polacy nie pozwalali na wiele rywalom. Oprócz Sokołowskiego uaktywnił się też Mateusz Ponitka. Lider reprezentacji efektownym wsadem na 18:16 zakończył pierwszą kwartę.

W pierwszej kwarcie nasi rywale trafili ledwie 5 z 16 rzutów z gry, dlatego można było bić brawa naszej defensywie. W drugiej kwarcie Polacy prowadzili nawet 27:20. Niestety, m/w od 15. minuty przeciwnicy zaczęli łapać skuteczność. Na siedmiopunktową serię polskich koszykarz rywale odpowiedzieli dziewięcioma oczkami i powoli zaczęli przejmować inicjatywę na parkiecie. Koszykarze znad Wisły w drugiej części kwarty niemiłosiernie pudłowali, ale Izrael też nie mógł pochwalić się zabójczą skutecznością. Jednak podopieczni Odeda Kattachego schodzili na przerwę przy prowadzeniu 41:32. Dodajmy, że zasłużonym.

W trzeciej odsłonie polscy koszykarze potrafili potrafili odrobić straty, ale tylko na odległość 4. punktów. Zresztą te cztery oczka były jakimś przekleństwem zawodników trenera Taylora, bo nie potrafili przebić się przez ten dystans. Gdy już, wydawało się, że w końcu się uda odpowiadali dzisiejsi gospodarze. Znów skutecznością zaczęli imponować Ponitka i Sokołowski, ale w decydujących fragmentach kwarty nikt z Biało - Czerwonych nie potrafił rzucić w najważniejszym momencie. To zemściło się, bo nasze błędy szybko wykorzystali przeciwnicy i po 30. minutach prowadzili już 62:52. 

Dobry początek ostatniej odsłony i trójka Sokołowskiego pozwoliły znów zbliżyć się na 4 punkty. Izrael pokazał jednak, że już w tym meczu chciał sobie zapewnić awans na EuroBasket. Końcówka mogła należeć do Ponitki. Gdy po jego rzucie zza łuku zmniejszyliśmy straty do trzech oczek, polscy koszykarze zagrali świetnie w defensywie. Potem mieliśmy krótką wymianę ciosów, zresztą w jednej z akcji Hiszpanie ratowali się faulem na Ponitce, ten stanął na linii rzutów wolnych. Po dwóch rzutach mógł doprowadzić do remisu, ale trafił jeden. To i tak dawało koszykarzom z Izraela przewagę jednego punktu na nieco ponad minutę przed końcem. Ostatnią minutę rywale wygrali doświadczeniem, mimo przerw Mike Taylora trójkę na zwycięstwo trafił Pnini, jeden z najbardziej ogranych izraelskich zawodników. Zwycięstwo dało Izraelowi awans na Mistrzostwa Europy.

Polacy na awans muszą poczekać do lutego. To wtedy zostanie rozgrany turniej w którym zmierzymy się z Rumunią i Hiszpanią. Z tymi pierwszymi musiała by się wydarzyć katastrofa abyśmy przegrali. Sport jednak nie takie historie widział, ale raczej możemy być spokojni o udział Biało - Czerwonych w najważniejszym turnieju na Starym Kontynencie. Jako 8. drużyna ubiegłorocznych Mistrzostw Świata jesteśmy do tego zobowiązani. 

Izrael - Polska 78:72 (16:18, 25:14, 21:20, 16:20)

Izrael: Cohen 14, Mekel 12, Pnini 9, Ziv 9, Ginat 8, Madar 6, Zalmanson 6, Levi 5, Gutt 3, Blatt 3, Menco 2, Carter 1

Polska: Ponitka 23, Sokołowski 15, Kulig 11, Michalak 9, Cel 5, Koszarek 5, Olejniczak 2, Łączyński 2, Zyskowski 0, Kolenda 0, Gruszecki 0, Hrycaniuk 0

Autor: Piotr Muszalski/pm/