Szczypiorniści Górnika wygrali horror w Puławach

fot.handballzabrze.pl/

Piłkarze ręczni Górnika Zabrze zostali pierwszymi pogromcami Azotów Puławy w tym sezonie. Bramka Łukasza Gogoli na 57 sekund przed końcem dała zwycięstwo gościom.

Na kilka godzin przed meczem okazało się, że aż sześciu zawodników gospodarzy musi trafić na kwarantannę z powodu pozytywnego wyniku testu u jednego z kadrowiczów. Ale to nadal był niepokonany zespół na parkietach Superligi. Spotkanie rozpoczęło się spokojnie. Drużyny wzajemnie badały się, a pierwszą bramkę strzelili Górnicy. Potem kolejną i zabrzanie długo prowadzili 2:0. Nie to, żeby miejscowi nie mieli swoich szans, ale fantastycznie w bramce spisywał się Martin Galia, który miał stuprocentową skuteczność obron, aż do 9. minuty. Dopiero wtedy gospodarze przełamali podopiecznych Marcina Lijewskiego. Górnik szybko chciał odpowiedzieć, ale przyjezdnym brakowało szczęścia. W kilku akcjach obili słupki i poprzeczkę bramki puławian, ale w dalszym ciągu prowadzili 5:4. Kiedy jednak Azoty rzuciły na remis trener Lijewski poprosił o czas. Mecz nadal był wyrównany, ale zabrzanie przede wszystkim korzystali z szans z 7. metra i to w dużej mierze dzięki temu elementowi gry prowadzili do przerwy 12:8.

Gospodarze rozpoczęli drugą połowę z dużą energią. To przełożyło się na karę, ale nawet w osłabieniu potrafili gonić szczypiornistów z Zabrza. Gospodarze zbliżyli się na dwa trafienia i zaczęli grać coraz ostrzej. Czas dla trenera Lijewskiego podziałał na gości mobilizująco. Oni też zaczęli grać bardziej kontaktowo. Rozstrzelał się Łukasz Gogola, który też nieźle obsługiwał kolegów podaniami. Górnicy prowadzili pięcioma bramkami, ale to nie był koniec dla gospodarzy. Ci znów rzucili się do odrabiania strat i na 11 minut przed końcem zbliżyli się na dwa trafienia i Trójkolorowi prowadzili już tylko 19:17. Chwilę potem już tylko jedna bramka dzieliła dwa zespoły. Gospodarzom nie pomogły w końcówce dwie dwuminutowe kary Michała Jureckiego. Jednak goście nie potrafili tego wykorzystać, bo świetnie bronił miejscowy bramkarz. Dość powiedzieć, że goście mieli nawet pięciominutowy okres bez trafienia. Gdy Jurecki wrócił na boisko puławianie z karnego niemalże doszli rywali. Przy stanie 19:20 Jurecki trafił na remis. Kilkanaście sekund później bramką niezwykłej urody popisał się Gogola. Ostatnia akcja Azotów mogła znów doprowadzić do remisu. Sekundy odliczali już chyba wszyscy na ławce zabrzan. Kiedy na zegarze było 59:59 sędzia gwizdnął faul na jednym z miejscowych zawodników. Jurecki stanął przed szansą na zdobycie bramki, stojąc zaledwie 10 metrów od bramki, przed którą ustawił się mur zawodników z Zabrza. Próbował dołem, ale… to zabrzanie wygrali 21:20.

Azoty Puławy – Górnik Zabrze 21:20  (12:8)

Azoty: Bogdanov (33%), Zembrzycki (20%), Borucki (0%) – Jurecki 6, Bachko 3, Szyba 3, Dawydzik 2, Seroka 2, Jarosiewicz 2, Kowalczyk 1, Gumiński 1, Adamczuk. Konieczny. Trener: Lars Walther

Kary: 12 minut (Seroka, Gumiński, Dawydzik, Szyba, Jurecki 2)

Karne: 3/6

Górnik: Galia (35%), Skrzyniarz (10%) – Tomczak 6, Czuwara 4, Gogola 4, Bis 2, Łyżwa 2, Kondratiuk 1, Bondzior 1, Dudkowski 1, Buszkow, Daćko, Adamuszek, Gliński. Trener: Marcin Lijewski

Kary: 6 minut (Dudkowski, Łyżwa 2) 

Karne: 6/6

Autor: Piotr Muszalski/pm/