GTK wygrywa ze Śląskiem po dramatycznym finiszu

fot. mat.pras.

GTK Gliwice wygrywa po raz trzeci w sezonie na wyjeździe. Podopieczni Pawła Turkiewicza jeszcze na cztery minuty przed końcem meczu prowadzili ze Śląskiem Wrocław różnicą 18 punktów, ale o zwycięstwo musieli bić się do ostatnich sekund. Dla zwycięzców 28 punktów zdobył Brandon Tabb.

Trzy kolejne porażki sprawiły, że nastroje w Gliwicach delikatnie mówiąc nie był najlepsze. Szansą na przełamanie miał być mecz ze Śląskiem Wrocław, który choć znajdował się wyżej w ligowej tabeli, to na pewno był zespołem, z którym podopieczni Pawła Turkiewicza mogli powalczyć o pełną pulę. Nasza drużyna od pierwszych sekund spotkania wykazywała sporą determinację i wolę walki. Aktywny w strefie podkoszowej był Joe Furstinger, który szybko zdobył pięć punktów. Trafienie z dystansu dołożył Duke Mondy i goście prowadzili różnicą pięciu punktów (3:8). Miejscowych do walki poderwał Devoe Joseph, który dynamicznymi wejściami pod kosz zdobywał kolejne punkty i doprowadził do remisu (10:10). GTK miało jednak w swoich szeregach Furstingera, którymi kolejnymi sprytnymi manewrami ogrywał rywali albo aktywnie atakował "deskę" i dobijał rzuty kolegów. Wynik oscylował jednak cały czas wokół równowagi, bo po pierwszych niecelnych rzutach również i Śląsk złapał swój rytm. Dobrze grę miejscowych prowadził Kamil Łączyński, który nie tylko wcielał się w rolę egzekutora, ale potrafił także dobrym podaniem obsłużyć kolegów. Pierwsza kwarta padła jednak łupem przyjezdnych, bo dobrą zmianę dał Milivoje Mijović, który pierwszy raz w tym sezonie rozpoczął mecz na ławce rezerwowych. Serb najpierw trafił trudny rzut z odchylenia, a następnie szybko pobiegł do ataku i wykończył kontrę (17:22).

Po wznowieniu gry Mijović do spółki z Dawidem Słupińskim umiejętnie radzili sobie z rywalem w polu trzech sekund i powiększali przewagę gliwiczan (20:27). Gospodarzy próbował poderwać do walki Łączyński, który trafił zza łuku (25:30), ale już po chwili nadeszła odpowiedź ze strony GTK. Kolejne rzuty trafiali Mondy i Brandon Tabb (27:36). Trener Andrzej Adamek próbował ratować sytuację biorąc kolejne przerwy na żądanie, ale poza pojedynczymi skutecznymi akcjami Śląsk nie potrafił zbliżyć się do przeciwnika. Nadal skuteczny był Tabb, a po powrocie na parkiet ponownie pod koszem dominował Furstinger. W ostatniej akcji tej połowy Mondy trafił z półdystansu i goście schodzili na przerwę z zapasem 11 punktów (36:47).

Po dłuższej przerwie pierwszą skuteczna akcję ponownie przeprowadził Mondy, trafiając zza łuku i jednocześnie pokazując, że skupienie w szeregach gości nadal jest na wysokim poziomie. Choć w dwóch kolejnych akcjach gliwiczanie pogubili się w obronie i Mathieu Wojciechowski skończył je efektownymi wsadami, to już po chwili Furstinger i Tabb pokazali, że GTK nadal w pełni kontroluje przebieg wydarzeń na parkiecie (40:56). Śląsk nie zamierzał jednak dawać za wygraną. "Trójki" Josepha i Łączyńskiego przywróciły miejscowym nadzieję na sukces. Wrocławianie nie mieli jednak sposobu na Tabba, którego nie potrafili w żaden sposób zatrzymać. Amerykanin w tym dniu był bardzo dobrze dysponowany rzutowo i dzięki niemu podopieczni Pawła Turkiewicza cały czas utrzymywali bezpieczny dystans (50:63). Ostatnią skuteczną akcję w tej części gry przeprowadził Torin Dorn (55:65) i zespół Andrzeja Adamka mógł jeszcze wierzyć w końcowy sukces.

Dorn dał kolejne punkty na początku czwartej odsłony, a jedno "oczko" z linii rzutów wolnych dołożył Łączyński i Śląsk poczuł szansę. Sytuację uspokoił pewnym rzutem Mijović oraz niezawodny Tabb, który kolejny raz trafił zza łuku (58:70). Wrocławianie konsekwentnie w tym fragmencie gry pchali piłke pod kosz. Kolejne akcje kończyli Aleksander Dziewa i Michael Humphrey, a mogło być jeszcze lepiej gdyby rzuty wolne trafiał Michał Gabiński. Po drugiej stronie parkietu w końcu dwa rzuty wolne trafił Payton Henson, który wcześniej cztery razy spudłował z linii rzutów osobistych! Po tym jak z półdystansu przymierzył Mondy GTK prowadziło już różnicą 18 punktów (62:80) na cztery minuty przed końcem regulaminowego czasu gry i wydawało się, że w tym meczu już nic nie może się zdarzyć. Gliwiczanie niestety kolejny raz katastrofalnie rozegrali końcówkę. Proste straty przy agresywnej obronie wrocławian spowodowały, że rywale w błyskawicznym tempie odrabiali sytuację. Na 40 sekund przed końcem meczu po przechwycie Łączyńskiego Dorn zniwelował straty do trzech punktów. W kolejnej akcji Mijović nie trafił z dystansu i beniaminek Polskiej Ligi Koszykówki stanął przed szansą na doprowadzenie do remisu. Na całe szczęście rzut Gabińskiego został zablokowany przez Tabba, a poprawka Łączyńskiego odbiła się od boku tablicy.

Kolejny mecz GTK rozegra w Lublinie ze Startem 21 listopada o godz. 17.30.

Śląsk Wrocław - GTK Gliwice 81:84 (18:22, 18:26, 19:17, 26:19)

Śląsk: Kamil Łaczyński 17 (3x3), Devoe Joseph 12 (2x3), Mathieu Wojciechowski 9, Michał Gabiński 8 (1x3), Aleksander Dziewa 6 - Torin Dorn 15, Andrew Chrabascz 6, Michael Humphrey 5, Danny Gibson 3, Jakub Musiał. Trener Andrzej ADAMEK.

GTK: Duke Mondy 15 (1x3), Brandon Tabb 28 (3x3), Payton Henson 6, Łukasz Diduszko 2, Joe Furstinger 15 - Milivoje Mijović 14, Dawid Słupiński 4, Mateusz Szlachetka, Piotr Hałas. Trener Paweł TURKIEWICZ.

/mat.pras./mm/