Niesamowite emocje na Memoriale Kamili Skolimowskiej

fot.Piotr Muszalski

W niedzielne popołudnie, kibice zgromadzeni na Stadionie Śląskim byli świadkami wielkich lekkoatletycznych zmagań. Memoriał Kamili Skolimowskiej nie zawiódł, a dwóch zawodników podczas zawodów otarło się o rekordy świata.

Chorzowski mityng zaczął się od mocnego uderzenia. W konkursie rzutu oszczepem, Niemiec Johannes Vetter był o krok od rekordu świata. Jego wynik 97,76 metra to tylko 72 centymetry od najlepszego wyniku w historii Jana Żeleznego z 1996. roku. Na stadionowej tablicy na chwilę pojawił się nawet napis "rekord świata", ale po chwili spiker zawodów zakomunikował, że do rekordu jednak trochę zabrakło. Temu wszystkiemu przyglądał się drugi w konkursie Marcin Krukowski.

-Bardzo fajnie trafiony oszczep, widać było, że poleciał bardzo wysoko i płasko, czyli ten oszczep jak się patrzyło w niebo to widać było tylko taką kropeczkę, tzn., że jest idealnie trafiony po prostu i łapie tą siłę nośną jakby i naprawdę wtedy chce lecieć. Kiedyś rzucali tyle, ale ja tego nie widziałem, a teraz widziałem to na własne oczy więc wiem, że można - mówił po konkursie najlepszy polski oszczepnik ostatnich lat.


W konkursie pań najlepsza była Maria Andrejczyk, która jeszcze nie dawno zmagała się z kontuzją. Na Stadionie Śląskim oddała najlepszy rzut w tym roku 65,70 m. Był to jej drugi najdalszy rzut w karierze, co dało jej historyczny, pierwszy triumf w Memoriale Kamili Skolimowskiej.

- Cieszę się niesamowicie, że wreszcie jest to 65 metrów, że w końcu się przełamałam. Po tylu operacjach, po kłopotach ze zdrowiem udało mi się wskoczyć na ten światowy poziom. Cieszę się, że to 65 metrów, wiedziałam, że później gdy to ciśnienie spadło to nie byłoby szans na poprawienie tego wyniku, ale to jest dla mnie sygnał żeby popracować nad tym z psychologiem przede wszystkim. To był tak zakręcony sezon, również w tym sezonie miałam kłopoty ze zdrowiem. Nie zakładałam, że mogę rzucić 60 metrów, ale gdzieś tam z tyłu głowy było to 65 - mówiła szczęśliwa po konkursie Maria Andrejczyk.


Dużo emocji przyniósł też konkurs w pchnięciu kulą. Nasza etatowa dwójka, Michał Haratyk i Konrad Bukowiecki, próbowała nawiązać walkę z mistrzem olimpijskim Ryanem Crouserem. Polscy kulomioci byli jednak w cieniu wielkiego Amerykanina, który w Chorzowie rzucił 22,70 m. Na 1500 metrów poniżej granicy 4:00 minut udało się zejść Sofii Ennaoui, która w swym biegu zajęłą drugie miejsce. Druga na 100 metrów była też zawodniczka AZS AWF Katowice Ewa Swoboda, która musiała uznać wyższość Dafne Schippers.

- Tak, jestem bardzo zadowolona ze swojego startu, pomimo tego, że jestem przeziębiona to był dobry start, ostatni start, także jestem jak najbardziej zadowolona i szczęśliwa - powiedział pochodząca z Żor sprinterka.


Czwarta w konkursie skoku wzwyż była Kamila Lićwinko. Na tym samym miejscu, w konkursie pchnięcia kulą pań, była Paulina Guba. Swoje biegi na 400 metrów wygrali reprezentanci AZS AWF Katowice, Justyna Święty - Ersetic i Karol Zalewski. Niesamowity powrót po kontuzji zaliczył Piotr Lisek, który wygrał w skoku wzwyż.

- Jestem zadowolony, 5.90 w tym sezonie, dzisiaj 5,82 to jest dla mnie na prawdę wysoko. Mam nadzieję, że nie napiszecie później, że Piotr Lisek wygrywa, ale ze słabym wynikiem. Nie, 5,82 to jest dobry wynik, a że przyzwyczailiśmy Was do 6. metrowych skoków no to sorry - mówił Lisek.


W koronnej konkurencji Memoriału Kamili Skolimowskiej, czyli rzucie młotem zmagania pań wygrała Francuzka Alexandre Tavernier, a wśród panów najlepszy był Paweł Fajdek.

Autor: Piotr Muszalski/pm/