Malarstwo Piotra Pilawy

W radiowej galerii Na żywo można oglądać wystawę malarstwa Piotra Pilawy.

Piotr Pilawa urodził się w Krakowie jednak od wielu lat mieszka w Rudzie Śląskiej. Pracuje w Chorzowskim Centrum Kultury, gdzie organizuje wystawy polskich i zagranicznych artystów. Wcześniej zajmował się grafiką i reklamą, ale obecnie głównie maluje. 

W radiowej galerii artysta prezentuje obrazy miejskich podwórek i zaułków i ich mieszkańców... kotów. Wystawę można oglądać w marcu i kwietniu.

/rs/


TAJEMNICA KORESPONDENCJI

Bezużyteczne pejzaże w rodzaju tych, które zdobią chińskie filiżanki, zaczynając się od uszka i urywając nagle na uszku. filiżanki są zawsze takie małe…  W jakim kierunku by się rozwinął ten porcelanowy pejzaż, gdyby nie kończył się na uszku filiżanki?

Fernado Pessoa, Księga Niepokoju

Ten błysk, ten refleks wielkiego Lizbończyka pomógł mi ponownie znaleźć drogę do obrazów Piotra Pilawy chociaż dobrze ją przecież znam i od lat nią wędruję przez bliższe i dalsze galerie, internetowo-facebookowe chaszcze, śląskie i galaktyczne zasupłania.

Pilawa, jeśli można coś o nim powiedzieć ze stuprocentową pewnością nie lubi słów. Owszem, mówi szybko, ekspresyjnie, chwilami z pasją, ale im dłużej tym bardziej jakby wątpił, że da się tak naprawdę coś istotnego powiedzieć. Mówić i powiedzieć – "dwa sprzeczne zeznania".

Wyraża "się" zatem inaczej. Cudzysłów tu po to, żeby znowu oświetlić różnicę, bo "się" leci siłą rozpędu, bezwładu, jest zawsze anonimowe, przezroczyste, powszechne, a "siebie" posiada już inna gęstość. Czuje opór, ociera i to nieraz bardzo boleśnie o jakieś twarde krawędzie, bo wymaga "ja".  A "ja" to już niebezpieczne terytorium. Łatwo zwątpić, że w ogóle istnieje, że należy do nas przynajmniej w minimalnym stopniu. Bo jak je wyodrębnić? Uzasadnić?  Obronić? Rozum i intuicja podpowiadają -  to iluzja! Nas nie ma. Tylko kolejne kalki, klisze,  interteksty i "wdruki", nic więcej. 

Ach… Piotr Pilawa nie wgłębia się zapewne w te wielkogębne głębie i grzęzawiska, w te płynności i lepkości Rzeczywistej Rzeczywistości. On się odwraca, może nie plecami, ale bokiem na pewno do rozdokazywanego groteskowo ro-zu-mo-wa-nia i patrzy, patrzy, patrzy. Jaka pogoda? Jakie dziś światło na murze? Na chodniku? Kocim futrze, gołębim oczku?  

Wybór  świata, który widzimy na jego obrazach był poniekąd oczywisty. Ale tylko poniekąd. Nie wszystko da się i należy tłumaczyć miejscem zamieszkania, sentymentem do rodzimości, swojskością itp. Ten cały couleur locale mocno już przecież nadwyrężony przez większych i nie-większych malarzy na Śląsku coraz mniej daje szans, by wyrazić coś istotnego. Coś co wyjdzie poza zestaw powtarzanych do znudzenia rekwizytów. Pilawa pole do popisu miał zatem ograniczone. Wybrał jednak wariant bardzo ciekawy: nie mroczna mitologizacja stygnącej postindustrialnej krainy, nie deformacja (to najłatwiejsze) rozpoznawalnych symboli i emblematów, nie dekonstrukcja obrazu sprzed wieku i ekspozycja jego szczątków, ale prostolinijna otwartość. Ufne wejrzenie w istniejącą rzeczywistość jaka jest, bez specjalnych przesłań, kontekstów, podtekstów etc. Słowem teorie i literaturę Pilawa zawiesza na kołku.  Jeżeli maluje bramę kamienicy czy drzwi familoka, to to jest brama i to są drzwi, a nie metafizyka, symbol czy metafora. Jeżeli dostrzegł kota w słonecznej plamie na murze, to jest to kocisko w całej swej kociej istności, puszyste, miękkie i wsobne, ale nie żaden Chesire, Behemot czy Mitsou Klossowskiego de Roli. Co więcej widzimy wyraźnie, że malarz dba, żeby ujęcie było "ładne". Sam to zresztą podkreśla ostentacyjnie w rozmowach i patrzy prosto w oczy "wyrobionym koneserom", których na dźwięk tego słowa ogarnia popłoch. Tak, to ma się podobać, ten peryferyjny zaułek, ten roztargniony zakątek, ta przerwa w oficjalnym wizerunku, zabazgrana ściana w półcieniu, dziecko znikające w sieni, ptaki, koty, rdzewiejące rynny o poranku.

Jak to się dzieje, że z oczywistości wyłania się tutaj poezja? Bóg jeden wie. Ale i my chyba wiemy też trochę… 

Piotr Pilawa nie czyni z malowania wykładni swoich światopoglądowych założeń, teoretycznych konstrukcji czy osobistych sentymentów. Intuicja podpowiada mu bez przerwy, gdzie szukać tego słynnego esse, o którym najwięcej  powiedział swoim krótkim wierszem Miłosz, ale zobrazowali je też tajemniczo chińscy mistrzowie.

Urywający się na uszku filiżanki pejzaż? Majaczące za uchylonym ajnfartem niewyraźne światło? Tajemnica korespondencji.

Maciej Szczawiński, kwiecień 2021 r.