Omega wraca na Cichą

fot. ruchchorzow.com.pl

W sierpniu tego roku, na stadion Ruchu ma wrócić historyczny chronometr, czyli szwajcarska „Omega”.

Historia zaczęła się w roku 1929, kiedy szwajcarska firma postanowiła przyznawać zegar najpopularniejszemu polskiemu klubowi w każdym roku rozgrywkowym. Rok później, najpopularniejszym klubem okazał się Ruch Chorzów.

Chronometr uruchomiono 21 maja 1939 roku przed meczem Ruchu z Union Touring Łódź. W swoim debiucie zegar był świadkiem spektakularnego wydarzenia. Otóż „Niebiescy” rozgromili łódzkiego beniaminka aż 12:1! 10 goli dla chorzowian strzelił Ernest Wilimowski, co jest absolutnym rekordem ligi!

Opiekunem chronometru, a jednocześnie gospodarzem obiektu przy Cichej był hajducki zegarmistrz Augustyn Ferda. Przez trzy miesiące na każdy mecz Ruchu nosił mechanizm chronometru zapakowany w specjalną zieloną skrzynkę i montował go na specjalnie wybudowanej konstrukcji usytuowanej naprzeciw trybuny krytej. W momencie wybuchu wojny Ferda, uczestnik trzech powstań śląskich i wielki patriota, postanowił ratować „Omegę”. Nie chciał, by wpadła w ręce Niemców, dlatego rozebrał mechanizm na części i zakopał w piwnicy pod stertą węgla. Po zakończeniu wojny, gdy radzieccy żołnierze opuścili Cichą, zegarmistrz przyniósł ze sobą do klubu zieloną skrzynkę.

Chronometr działał przy Cichej do 1979 roku, kiedy zamontowano elektroniczną tablicę. Konstrukcję „Omegi” (już bez mechanizmu) przeniesiono wtedy za drugą bramkę.

Symboliczny zegar uruchomiono ponownie na jubileusz 75-lecia klubu. Dodano jej wówczas tablicę zegarową i odblaskowe napisy. Mechanizm zachował się dzięki staraniom Augustyna Ferdy, a następnie jego zięcia – Jerzego Małyski i wnuka Grzegorza, który zegarem opiekuje się do dzisiaj.

Po raz ostatni kibice mogli podziwiać szwajcarski chronometr podczas meczu z Koroną Kielce, 28 listopada 2009 roku.

Ruch zapewnia, że nic nie stoi na przeszkodzie, żeby zegar znowu odmierzał czas na stadionie. Ma się to stać po raz pierwszy podczas meczu z Wisłą Płock (8 sierpnia br.). Niewykluczone jednak, że Omega wróci z większym przytupem, w końcu to „Legenda bez końca”.

 


Podobne artykuły